facebook instagram pinterest vimeo youtube

Bazar Chorsu w Taszkiencie

 

Środkodowoazjatyckie bazary to dobre miejsce dla łowców przygód i poszukiwaczy skarbów. Epicentrum interpersonalnych szermierek handlowych w każdym mieście Azji Środkowej jest znany nam wszystkim bazar. W Uzbekistanie bazary pełnią ważną funkcję życia społeczno-handlowego, gromadząc codziennie tłumy przedsiębiorczych homo sapiens.

W Taszkiencie odwiedziliśmy bazar Chorsu, którego historia siędza lat 20-tych ubiegłego stulecia. Zlokalizowany w ścisłym centrum uzbeckiej stolicy targ, jest barwnym elementem wielkomiejskiego życia prawie 2,5 milionowej stolicy. W tym krótkim treściwym wpisie, pokażemy Wam bazar, elementy lokalnego rękodzieła i wytwory pracy zwykłych mieszkańców.

 

Chorsu – bazar z ponad stuletnią historią

W Taszkiencie działa prężnie co najmniej 7 bazarów, ale najpopularniejszym z nich jest Eski Juva. Nazwę tego miejsca przetłumaczyć można na “Starą wieżę”, jednak wśród mieszkańców rozpopularyzowano termin Chorsu. Miejski targ mieści się w ścisłym centrum miasta, a dokładniej na ulicy Tafakkur ko’chasi pod numerem 57. To nie jest bazar ala Dworzec Świebodzki we Wrocławiu. To naprawdę pokaźnych rozmiarów targowisko z ponad stuletnią historią. Serce jarmarku znajduje się w centralnej trójkondygnacyjnej betonowej bryle o kopule zdobionej błękitno-morską ornamentyką regionu. Zabudowa charakterystyczna dla Uzbekistanu. Nie do pomylenia z żadnym innym krajem świata (choć czasami przywołująca Iran).

Atrakcyjność tego miejsca potęguję bliskość zabytków najwyższego kalibru – wspaniałej zabudowy czasów świetności. W kilka minut spacerem od bazaru podziwiać można Kukeltasz – średniowieczną medresę z XVI wieku czy pokaźny meczet Juma. Na kartach historii bazar zapisał się, jako miejsce pełne orientalnych dóbr wszelakiej maści.

 

Po prawej jeden z budynków bocznych Chorsu, po prawej symbol Uzbekistanu – melony.

Dynie, arbuzy, melony. To uzbeckie rarytasy, których skórki znaleźć można na drogowych poboczach od Taszkientu po Chivę.

 

Bazarowe osobowości

Lubię bazary, bo poza lokalnym kolorytem, można w ich tętniącym centrum doświadczyć spektakularnych spotkań. Mawiają, że jeśli szukasz problemu, znajdziesz go na bazarze. Jako, że lubię przygody i kontakty z ludem tubylczym odwiedzanych republik, bazar Chorsu wydał mi się obowiązkowym kierunkiem na miejskiej mapie Taszkientu.

Nie minęło dużo czasu, gdy spotkaliśmy pierwszego jegomościa. Prawdopodobnie był Rosjaninem, nie przypominał bowiem Uzbeka, Tadżyka, Kirgiza czy Kazacha. Miał wyraźnie europejskie, wschodnie rysy twarzy. Ogłosił się reprezentantem tatarskiego klanu. Mimo, że chłopina był do nas pokojowo nastawiony, traktował nas trochę, jak agentów obcego mocarstwa. Swój tatarski rodowód przeplatał z siarczystymi wstawkami o faszyźmie. Filmował nasze bazarowe poczynania. Gdy zaczęliśmy go kręcić, bo zachowywał się podejrzanie, zrobił to samo. Wyjął telefon człowieka specnazu, a na pożeganie rzucił uroczyste “Sieg heil!“.

Ooo wy jesteście swoi, czyli więź ludów Sojuzu

Podróżując po byłych republikach radzieckich Azji Środkowej czuć, że ich mieszkańców łączy dawny rodowód. To braterstwo ludów ZSRR, czyli czasów równie przeklinanych, jak wspominanych z rozrzewnieniem. Nie pamiętam, ile razy podczas podróży po Uzbekistanie moja małżowina drażniona była sformułowaniem “za Sowietów było lepiej…“. Za każdym jednak razem doświadczaliśmy dużych pokładów sympatii do Polski i ogólnie pozytywnych reakcji na odpowiedź, skąd jesteśmy. Bo Polska w wyobrażeniu Uzbeków to już Zachód. Kraina, gdzie jest dobrze płatna rabota, a po ulicach śmigają solidne maszyny. Potwierdziły to słowa pewnej babuszki z bazaru Chorsu. Gdy dowiedziała się, że jesteśmy z Polski z uśmiechem na twarzy oznajmiła “Aaa Poliaki, to wy swoi“. Chwilę wcześniej obsługiwała przy stoisku turystkę ze Szwajcarii, z którą jednak nie mogła nawiązać nici porozumienia przy zakupie zieleniny.

 

Tatar, zadeklarowany faszysta, szpieg. Zaczepił nas podczas przeglądania bazarowego szpeju. Piękną ruszczyzną wygłosił oficjalny pean na temat swoich tatarskich korzeni.

 

Co można kupić na bazarze Chorsu?

Odpowiedź jest prosta: prawie wszystko. Nie jest to tak orientalne targowisko, jak bazar Naran Tuul w Ułan Bator, ale i tak daje radę. Przed udaniem się na bazar, radzę odpowiednio się posilić. Najlepszym rozwiązaniem będzie dostępne za śmieszne pieniądze następujące kombo kulinarne: lepioszka, arbuz i mors na popitkę. To pierwsze to rodzaj tradycyjnego chleba popularnego w całej Azji Środkowej. Jest tani, dostępny wszędzie i za każdym razem smakuje obłędnie. Arbuz to arbuz, każdy go kiedyś w swoim życiu połknął w letnim ukropie. A mors to bezalkoholowy słodzony napój owocowy, który podaje się zimny w gorące dni. Kubek kosztuje 30 groszy. Gdy ujarzmicie fizjologię, zapraszam do zwiedzania bazaru Chorsu.

Kurut i katik – mleczne rarytasy Azji Środkowej

Spektrum produktów spożywczych powinno usatysfakjonować każdego entuzjastę kulinariów. Na parterze centralnego budynku znajduje się sekcja warzywno-mięsno-serowa. W rzędzie z produktami mlecznymi kupić można flagowe produkty regionu. Jednym z nich jest bez wątpienia kurut. Znany w Azji Środkowej przysmak, który od stuleci był niezbędnym elementem ekwipunku nomadów, handlarzy, pielgrzymów i kupieckich karawan. Kurut to wysuszone twarde kulki twarogu o średnicy kilku centrymetrów. Występują również w formie kwadratów, pałeczek i rombów. Są zazwyczaj mocno solone, ale paradoksalnie gaszą pragnienie. To bardzo ważne w kontynentalnym klimacie tej części świata. Występują najczęściej w kolorze białym, różowym (z dodatkiem papryki) i brązowym (w wersji wędzonej). Długi termin przydatności i walorów smakowych kurutu sprawia, że jest cennym elementem codziennej diety ludów środkowoazjatyckich. Innym znanym mlecznym produktem, który warto poddać krytyce kubków smakowych, jes katik. W Uzbekistanie znany, jako qatiq. To gęsta forma jogurtu powstałego po kilkugodzinnej fermentacji mleka.

 

Kurut – mleczny przysmak Azji Centralnej.

 

Tradycyjny chleb lepioszka

I to jest absolutny kulinarny sztos. Nie tylko Uzbekistanu, ale większości krajów Azji Środkowej. Lepioszka to tradycyjny wypiek pszenny, najczęściej przybierający formę owalną. Jest bardzo popularny i tani, bowiem do jego przygotowania potrzeba zaledwie trzech składników: mąki, wody i tłuszczu. Zawsze i o każdej porze dnia dostępny na ulicach Uzbekistanu. Smakuje genialnie. Przy backpackerskiej wyprawie redukcja kosztów to podstawa. Dzięki uzbeckim chlebkom można dużo przyoszczędzić, są łatwe w transportowaniu i zdatne do spożycia przez wiele dni. Korzystaliśmy przez 800 kilometrów podróży po kraju.

Lepioszka lepioszce nierówna. Każda lokalna piekarnia stara się wyróżnić od konkurencji, urozmaicając nieco formę i smak wypieków. Środek każdej lepioszki jest inny i najczęściej jest miejscem na odciśniętą pieczęć rodzinnego zakładu produkcyjnego.

 

Lepioszki są kosmicznie tanie. Za chleb zapłacicie ok. 1 PLN. Przy backpackerskiej wyprawie ma to duże znaczenie. Chleb przez kilka dni zachowuje świeżość i niejednokrotnie zabija głód podczas autostopowej przygody.

Nie wiem czy wiecie, ale środek każdej lepioszki jest inny! Możecie znaleźć w nim odciśniętą pieczęć piekarni, z której pochodzi.

Na bazarze Chorsu mnóstwo jest stoisk takich, jak to. Lepioszka, podobnie jak melon czy plov, konsumowana jest przez Uzbeków w ogromnych ilościach.

 

Przyprawy, słodycze i suszone owoce regionu

Uzbekistan od zamierzchych czasów był miejscem tranzytu towarów z różnych części świata. To przez terytorium tego kraju przebiegał słynny Jedwabny Szlak, który przemierzały najrozmaitsze karawany kupieckie. Miasta Silk Road, takie jak Samarkanda, Buchara czy Chiva, w sposób naturalny stawały się centrami handlu i biznesu.  Na wszystkich bazarach Uzbekistanu dominują przyprawy. Ich wybór jest przeogromny. Od kurkumy, cynamonu, kolendry przez kardamon, goździki, chili aż po szafran. Wiele z tych przypraw Uzbekowie dodają do lokalnych dań. Pijąc podobnie jak Irańczycy herbatkę z szafranem czy dorzucając czarnego pieprzu do pilawu. Sproszkowana papryka często urozmaica wnętrze samsy, popularnych uzbeckich pasztecików.

Uzbekowie uwielbiają słodkości. Dlatego bazarowa sekcja z delicjami jest zawsze bardzo urozmaicona. Na Chorsu bez problemu wyłowicie pachlawę, która tutaj w Uzbekistanie, jest bardziej zbita i słodsza niż na zachodzie Azji. Jeśli wciąż będziecie żądni cukru, na pierwszym lepszym stanowisku kupicie czak-czaka . To pszenny rarytas z dodatkiem miodu i jajek. Bazar Chorsu przypadnie do gustu fanom łakoci. Powszechnie dostępna jest urama, uzbecki odpowiednik naszego chrustu. Co to byłaby za uczta bez gozinaków, optoczonych miodem kulek pełnych orzechów (pistacji, migdałów, orzechów nerkowca). Słodkości zapić można herbatką z navatem, tradycyjnym patyczkiem z kryształkami syropu cukrowego, którym miesza się czaj. Stosownym w całej Azji Środkowej i na Bliskim Wschodzie.

 

Gdyby kopce były nieco bardziej szpiczaste, można by rzec, że to kadr z Marrakeszu. Nic bardziej mylnego. Uzbekistan pełen jest orientalnych przypraw!

 

Pamiątki, rękodzieło i chińskie precjoza

Co to byłby za bazar, gdyby nie można na nim kupić zacnych pamiątek. Jedną z nich jest pczak (po uzbecku pichoq), czyli tradycyjny nóż stosowany od wieków przez Uzbeków i Ujgurów. Rękojęść najczęściej zrobiona jest z kości. Kupiłem sobie na pamiątkę taki rapier, targując się prężnie z uzbeckimi kupcami. Stanęło finalnie na kwocie 110 000 UZS (ok. 40 pLN). Innym godnym polecenia produktem lokalnego rękodzieła są uzbeckie mycki – czapki zwane tubuteikami. Fajne, ale zalecam wstrzemięźliwość w ich ubieraniu na terenie wątpliwych dzielnic Rzeczpospolitej.

Wszystkim konserom czaju polecam uzbecką zastawę. Pięknie zdobiona piala (filiżanka) jest nieodłącznym elementem wyposażenia każdego gospodarza. Służy do picia herbaty, która jest bardzo często spożywana w Uzbekistanie. Popularny czaj pity jest w wersji zielonej (kuk-choy) i czarnej (kora-choy). Obie smakują wybornie. Wersja z cukrem nazywa się kand-choy. Do herbaty często dodaje się orientalnych przypraw, a w Karakałpacji mleka. Warto zaopatrzyć się w cały zestaw – kilka różnych piali i dzbanek. Miseczki są tanie, jak barszcz, a przy zakupie kilku-kilkunastu sztuk jest potencjał na spor upust cenowy.

Uzbekistan pełen jest orientalnych skarbów

Wszechobecne są ręcznie haftowane gobeliny, torby i kurtki. Produktem typowo regionalnym jest suzani, czyli ręczny haft. Wykorzystywany również w Tadżykistanie, Kazachstanie czy Kirgistanie). Wzory nawiązują do folkloru i historii zdobią sprzedawane na bazarach i punktach z pamiątkami narzuty, poszewki, dywany, czapki, skarpety, obrusy. Jedwabne szaliki i kurtki (uzbek ikat) będą wysokiej jakości prezentem dla stęsknionej w Kraju nad Wisłą rodziny. Popularnymi suwenirami są drewniane lalki ubrane w ludowe stroje Uzbekistanu. Dla wytrawniejszych łowców super pamiątką będzie pięczotka chlebowa. Tak, ta sama, której piekarnie używają do odciskania swojego herbu na środku każdej chrupiącej lepioszki.

 

W przydrożnej kawiarence w Samarkandzie. Taki dzbanek czarnego czaju kosztował mnie ok. 6 PLN.

Bazar Chorsu pełen jest ceramicznej sztukaterii z orientalnym wzornictwem regionu.

Charkaterystyczna dla Uzbekistanu ornamentyka

Bazar Chorsu – babuszka sprzedająca świeży kurut.

Gigantyczna kopuła w charakterystyczne dla Uzbekistanu wzory znakomicie komponuje się z błękitem nieba nad Taszkientem

 

Daniel Administrator
Autor wpisu

Pan Król, bloger i miłośnik wschodnich krain. Orędownik podróży do miejsc nierozwiniętych turystycznie, aktywny uczestnik życia społeczno-politycznego; człowiek interesu na miarę XXI wieku. Zwolennik klasycznych podróży z plecakiem. Kolekcjoner winyli i pamiątek ze świata. Beergeek. Tester sprzętu optoelektronicznego. Działkowicz. 

follow me


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Top