facebook instagram pinterest vimeo youtube

Hashem – bo najlepsze falafele zjesz w Ammanie!

 

Jeśli lubisz bliskowschodnią kuchnię, a najbardziej falafele, wiedz, że w Ammanie zjesz najlepsze egzemplarze na świecie. W dzielnicy Down Town w jordańskiej stolicy znajduje się knajpa stara, jak Gandalf. Hashem Restaurant Down Town to zdecydowanie najjaśniejszy punkt na gastronomicznej mapie Ammanu.

Jest to miejsce wymarzone dla wszystkich łowców prawdziwych smaków i lokalnego anturażu. W Hashem nie znajdziesz luksusów, sterylnie przygotowanych stolików czy zachodnich standardów “fancy knajp”. To skromna jordańska jadłodajna, w której panuje nieustanny gwar, ruch i wymiana gości. Często trzeba odczekać swoje w kolejce, aby załapać się wolny stolik. Najważniejsze jednak, że dominują w niej Jordańczycy. A to już połowa sukcesu.

 

Hashem Restaurant – gastronomiczna mekka czynna całą dobę

Po prostu nie ma możliwości nie trafić do tego miejsca będąc w Ammanie. Knajpa mieści się w ścisłym centrum na King Faisal Street Amman w pobliżu rzymskiego amfiteatru. Biorąc pod uwagę, że duża części zakwaterowania dla turystów ulokowana jest w dzielnicy Down Town, szansa, że traficie na Hashem jest spora. Nawet jeśli wcześniej nie będziecie znali tego miejsca (podobnie, jak my), na pewno zaintrygują Was dobiegające z wnętrza okrzyki, zapachy, dźwięki wydawane przez pochłoniętych konsumpcją mieszkańców. Ogromnym atutem Hashem jest fakt, że restauracja otwarta jest przez całą dobę.

 

 

Ponad 60 lat historii ammańskiej restauracji Hashem

Historia Hashem sięga praktycznie początków XX wieku. Wówczas w 1910 dziadek twórcy ammańskiej restauracji, śp. Saber Turk założył restaurację Al-Kamal w dzielnicy Al-Ajami na ulicach Jaffy w Palestynie. Radość z prowadzenia wymarzonego biznesu nie trwała jednak długo. Okupacja Palestyny ​​uczyniła z nich uchodźców z Jaffy do Libanu. Zainspirowany kulinarnymi sukcesami ojca jego najstarszy syn Hashem wyemigrował do Jordanii i w 1956 r. wraz z braćmi założył restaurację, która stała się jednym z symboli Ammanu.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Hashem Restaurant jest najbardziej znaną restauracją w Down Town. Rekomenduje ją nawet Lonely Planet, którego recenzenci tak rozpoczynają opis jordańskiej restauracji na swojej stronie: “you haven’t tried falafel until you’ve eaten here” (pełną recenzję znajdziecie tutaj). Skoro tak dużo i dobrze mówi się o Hashem, warto samemu sprawdzić smaki serwowane przez kucharzy tego przybytku.

 

Nie jadłeś nigdy falafeli, jeśli nie odwiedziłeś Hashem

Mati oczekujący z kubkiem ciepłej herbaty na strawę. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jedzenie zostanie mu wręcz rzucone na stół, a on wpadnie w trans zwierzęcej konsumpcji prawdopodobnie najlepszych falafeli na świecie.

Hashem w niczym nie przypomina restauracji polecanej przez Lonely Planet, cenione przewodniki po Ammanie czy znane postaci światowej gastronomii. Na pierwszy rzut oka miejsce to wygląda na tłoczne tanie bistro o nieskomplikowanym wystroju i delikatnie mówiąc luźnym podejściu do zasad higieny. Emanuje jednak energią, która może sugerować “coś naprawdę wartościowego“. Zapachy świeżych produktów generują niekontrolowany ślinotok, a widok chrupiących (świeżo wyjętych z frytkownicy) falafeli przyjemnie łaskocze podniebienie.

Gdy zwalnia się stolik, jeden z krzątających się w pocie czoła kelnerów zaprosi Was do środka. Wtedy wydarzy się coś charakterystycznego. Z jednej strony wstrząsającego dla osób o pedantycznej konstrukcji, z drugiej jednak genialnego w swej prostocie i skali rozmachu. Kelner szybkim machem przetrze stół mokrą szmatą, a następnie ozdobi go foliową płachtą. Nieczystości po poprzednich klientach dość szybko zostaną przetransferowane celnym rzutem do jednego z wielu pobliskich koszy na śmieci. Ten mechanizm sprawdza się znakomicie, biorąc pod uwagę, jak wielu gości czeka na w kolejce na wolny stolik.

Co można zjeść w Hashem Restaurant?

Opcje w menu są ograniczone. Znów jednak sprawdza się reguła, że im mniej pozycji w karcie tym lepiej. Na pewno każdy z gości wychodzi z Hashem najedzony. Za 4 JD (poniżej 6 USD) można otrzymać dużą porcję humusu (różne wariacje), świeżej sałatki, chleba, falafeli, fasoli. Często obsługa pakuje pozostawione jedzenie na wynos. Porcje są naprawdę uczciwe. Nie ma opcji się nie najeść.

Największym rarytasem są oczywiście falafele – świeże, chrupiące, jeszcze skwierczące. Cudowne…W połączeniu z humusem, świeżo zerwaną miętą i chlebkiem otrzymujemy zestaw idealny. Kolejną wartą spróbowania pozycją z karty jest fatah. To potrawka mięsna z piersi z kurczaka z dodatkiem grzanek, prażonych orzeszków pini i pasty sezamowej. Znakomitym produktem są również kanapki fateerah. To takie jordańskie panini z cienkiego ciasta, a w środku z wyprawką mięsno-warzywną. Oczywiście pozycją obowiązkową wydaję się herbatka miętowa (nie aż tak dobra, jak maroccan whiskey), ale naprawdę świetnie gasząca pragnienie. Można się o tym przekonać szczególnie na Wadi Rum.

 

Zapalając ostatniego papierosa na balkonie naszego zakwaterowania w Down Town. Wtedy jeszcze nie przeczuwałem, co mnie czeka po drugiej stronie ulicy. Jakiej sensorycznej rozkoszy doznam za dwadzieścia kilka złotych polskich.

 

Hashem Restaurant – knajpa, którą zapamiętasz

Nie sposób jest przejść obojętnie obok tego miejsca. Minęły trzy lata (piszę tę relację w kwietniu 2021 r.) od naszej wizyty w Ammanie. Smak falafeli z Hashem pozostał i jeśli miałbym być z Wami szczery: przepłaciłbym potrójnie, aby znów je zjeść. Wyobrażam sobie nawet szybki city break do Ammanu, którego punktem kulminacyjnym byłaby uczta w Down Town.

Jeśli kiedyś stworzę swój własny ranking najlepszych knajp, w jakich jadłem, Hashem znajdzie się w top 10. Połączenie smaku, lokalnego wystroju, energii i dobrej ceny tworzy restaurację prawie idealną. Nawet serwowane prosto z rąk zapracowanych kelnerów falafele smakują, jak podane na królewskiej zastawie. Jeśli zainteresował Was ten artykuł i planujecie podróż do Jordanii, przeczytajcie nasze poradniki podróżnicze z tej części świata. W tej kategorii znajdziecie potrzebne informacje – Jordania, królestwo falafeli i beduinów.

 

Po lewej panie oczekujące na wolny stolik. Po prawej pacze, jedna z tych pamiątek, bez których od wielu lat nie wracamy.

Chris ® from FLICKR

Czy to nie jest najsmaczniejszy set kulinarny pod słońcem? Garść chrupiących falafeli, świeżo zerwana mięta, pomidory, cebulka, obłędny humus i pieczywko. A wszystko zapite ulubionych trunkiem wyskokowych Bliskiego Wschodu – zimną colką.

Najlepiej wydane dwie dyszki w moim życiu.

 

A tak zapamiętał Hashem znany YouTuber Mark Wiens, który świetnie oddał klimat panujący na miejscu:

 

 

Daniel Administrator
Autor wpisu

Pan Król, bloger i miłośnik wschodnich krain. Orędownik podróży do miejsc nierozwiniętych turystycznie, aktywny uczestnik życia społeczno-politycznego; człowiek interesu na miarę XXI wieku. Zwolennik klasycznych podróży z plecakiem. Kolekcjoner winyli i pamiątek ze świata. Beergeek. Tester sprzętu optoelektronicznego. Działkowicz. 

follow me


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Top