Travel Tips
Jakie pamiątki przywieźć z Majorki?
Największe atrakcje Palermo. Co zobaczyć?
Jak dostać się to Turkmenistanu?
Spanie pod namiotem w Turcji Wschodniej. Gdzie warto?
Odessa, czyli gdzie dobrze zjeść i wypić
Wypożyczanie samochodu w Jordanii #tutorial
Gdzie dobrze zjeść i poimprezować w Mińsku?
10 powodów, dla których musisz odwiedzić Lwów
Gdzie napić się dobrego piwa w Weronie?
Wiza do Iranu – tutorial
  • Współpraca
  • Bucket List
  • Karta Curve
  • Prelekcje
  • Kontakt
O Azji Centralnej, Bliskim Wschodzie i wyspach ciepłego południa
Banner
  • O autorze
  • Afryka
  • Azja Środkowa
  • Bliski wschód
  • Europa
  • Indochiny
  • Kaukaz
  • Wyspy
  • Bazary świata
  • Dziki biwak
  • Wyprawa Senegal
Iran

Survival po Persji

autor: Deny 22 maja, 2015
autor: Deny 22 maja, 2015
3,K

 

Po roku planowania, rachowania i kompletowania sprzętu w końcu dostaliśmy z kumplem przepustkę do kraju, który w większości blogerskich relacji mienił się jako raj dla zagranicznego turysty. Tak, PERSJA, w końcu!! Decyzja zapadła i mimo ekskomuniki nałożonej na nas przez najbliższą rodzinę, pod koniec maja wyruszyliśmy w długą podróż do krainy Ajatollahów i wyskokowej prohibicji.

W poniższych zapiskach z podróży przeczytacie o tym jakie wrażenie zrobił na nas Teheran, opisywany tak barwnie w Szahinszachu Kapuścińskiego; jak smakują elementy owczego pyska o poranku i jak przechodzić przez jezdnię tak, aby sprawiało to przyjemność. Czy Irańczycy nienawidzą chrześcijan? Co z kobietami? Czy widać tylko same oczy? Dużo terroryzmu? Odpowiedzi na powyższe pytania znajdziecie w poniższej relacji.

 

iran_6

ambasada_usa_w_teheranie

 

Spis treści

Toggle
  • Zrozumieć Iran
    • Jak odnaleźć się w 80-milionowym kraju z kierowcami kamikadze
    • Wolna amerykanka na drodze – nieodzowny element miejskiego krajobrazu
    • Z Irańczykami ciężko dogadać się po angielsku
  • Jak wygląda Iran?
    • Słów kilka  o Teheranie i spaniu w parku w biały dzień
    • Co zapamiętamy z Teheranu?
    • Pierwszy na ziemi irańskiej nocleg pod chmurką
  • Szlakiem polskich cmentarzy w Iranie
    • O tym, jak spotkać byłych uczestników marszu armii Gen. Andersa 3500 km od ojczyzny
  • (Nie)zdobywamy najwyższy szczyt Iranu
    • O tym, jak wejść na 4 tys. m. n.p.m. w krótkich w air-maxach
    • Pierwszy obóz  3025 m n.p.m.
  • Najdłuższa wodna jaskinia świata
    • Jaskinia Ali Sadr i tajemniczy kierownik departamentu ds. public relations
    • W drodze do jaskini Ali Sadr
    • Teheran
    • Isfahan
    • Polskie cmentarze w Iranie
    • Perski bazar
    • Wyprawa na wulkan Demawend
    • Zachodni Iran
    • Ludzie w Iranie

Zrozumieć Iran

Jak odnaleźć się w 80-milionowym kraju z kierowcami kamikadze

teheran_chlebŻadna książka tak dobrze nie przedstawi klimatu panującego w tym kraju jak pierwsze 20 minut obecności na teherańskim lotnisku. Dla przedstawiciela cywilizacji zachodniej, który nigdy nie gościł w muzułmańskim kraju, różnica kulturowa będzie porażająca i zwalająca z nóg. I nie chodzi tylko o wszechobecność banerów propagandowych, portretów ajatollahów i bohaterów rewolucji islamskiej czy pań w czarnych pelerynach. Klimat, który panuje w Iranie początkowo niepokoi, ale wraz z upływem czasu zaczyna mocno intrygować.

Persja podobnie jak Rosja to stan umysłu. Mieliśmy szczęście, że poznaliśmy na pokładzie samolotu Irańczyka studiującego w Turynie, który jeszcze w przestworzach przybliżył nam obyczaje panującego w swojej ojczyźnie. Z tego miejsca serdeczne pozdrowienia i podziękowania dla Mohammada Kobari za pomoc w wymianie waluty, transfer z lotniska do centrum i wspólne delektowanie owczymi pyskami o 4 rano 😛 Zakup irańskich riali jest dość czasochłonny. Walutę można wymienić tylko w Iranie z uwagi na międzynarodowe sankcje i zamknięty system bankowy. Oznacza to turboinflację, ale na szczęście nie taką jak w Zimbabwe, gdzie do grudnia 2008 r. roczna stopa inflacji urosła do 6,5 nowemdecyliardów czyli 65 mln gugoli proc. Tak czy siak w Iranie jest się milionerem, to pewniejsze niż 2 razy 2.

Kosmiczny ruch drogowy to kolejna rzecz, która rzuca się w oczy po przyjeździe do tego kraju. No rules i prawdziwa wolna amerykanka. Irańczycy jeżdżą brawurowo i nie widać po nich, aby w jakikolwiek sposób respektowali przepisy ruchu drogowego. Wygląda to imponująco, ale statystyki mówią same za siebie. Iran od lat zaliczany jest do czołówki państw z największą śmiertelnością na drogach. Trzeba mieć się na baczności i pamiętać, że dla niektórych kierowców (szczególnie pojazdów jednośladowych) chodnik stanowi integralną część jezdni. Mijające pieszych skutery nie są zatem czymś nadzwyczajnym.

 

Wolna amerykanka na drodze – nieodzowny element miejskiego krajobrazu

 

W Iranie na porządku dziennym są kolizje, a 80% samochodów (głównie perskiej produkcji – Zamyad, Paykan, czy Saipa) jest poobijana lub ma stłuczoną przednią szybę. To norma. W Teheranie byliśmy świadkami wypadku na rondzie przy Łuku Triumfalnym upamiętniającym zwycięstwo w wojnie irańsko-irackiej. Uczestnicy stłuczki pokrzyczeli na siebie przez chwilę, oszacowali straty po czym odjechali każdy w swoją stronę. To nieodzowny element miejskiego krajobrazu we wszystkich krajach Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej. Powyżej krótki filmik prezentujący teherański ruch uliczny.

iran_cenzura_internetu

Internet w Iranie jest cenzurowany, ale i tak wszyscy obchodzą te zabezpieczenia. Kraj liczy ponad 40 mln internautów, a wielu młodych korzysta z popularnych portali społecznościowych typu Facebook, YouTube czy CouchSurfing dzięki aplikacjom, które przydzielają IP z egzotycznych krajów np. Singapuru.  Nie zmienia to faktu, że korzystanie z sieci w Iranie jest meczące, ale nie niemożliwe 😀

O hotspotach czy darmowym WiFi trzeba oczywiście zapomnieć, najlepiej znaleźć punkt sprzedaży z napisem MCI i zaopatrzyć się w irańską prepaidową kartę SIM. Kosztuje grosze i poza możliwością nawiązania kontaktu z najbliższymi w Polsce udostępnia niewielki pakiet internetowy. Powyżej zdjęcie dokumentujące frustrujący komunikat w farsi, która pojawia się po próbie zalogowania się na FB.

 

Z Irańczykami ciężko dogadać się po angielsku

Mieliśmy problem zlokalizować WC w Teheranie bo nikt nie rozumiał słowa „toilet” czy „dabyl sii”. Pocieszające jest jednak to, że jeśli już trafi się na osobę mówiącą w tym języku (zazwyczaj studenta) to będzie posługiwać się nim biegle. Szczęście, że naszymi hostami była grupka teherańskich studentów – nauczyciel angielskiego, student szkoły filmowej, grafik i paru innych z technicznych kierunków. Dwóch z nich mówiło biegle po angielsku dzięki czemu opowiedzieli nam o Iranie więcej niż Kapuściński, Majd, Orzech czy Lonely Planet razem wzięci. O naszych teherańskich ziomkach będzie jeszcze wiele na tym blogu bowiem to, co się działo u nich na stancji wymaga napisania kilku osobnych relacji.

Przed wizytą w Iranie warto zapoznać się ze skomplikowaną formułą grzecznościową o nazwie ta’arof. Irańczycy wychodzą z założenia, że odpowiednie (grzeczne, uprzejme) zachowanie jest konieczne nawet w sytuacji kiedy jest ono sprzeczne z ich prawdziwymi zamiarami. Jednym z najlepszych przykładów działania tej sztuczki jest wywiad byłego prezydenta Iranu z dziennikarzem telewizji NBC. Ahmadineżad na pytanie „Czy chciałby Pan coś zobaczyć w Ameryce” odparł „Jasne„, po czym po chwili skwitował „Oczywiście nie nalegam„. Rzeczywiste znaczenie tego zdania, a nie jest to tak łatwe do rozszyfrowania, było znacznie bliższe powiedzeniu: „Oczywiście, tak naprawdę nie bardzo mi zależy”. Irański przywódca przyznał tym samym, że Ameryka może być ciekawą krainą, ale tak naprawdę to go średnio interesuje, znajdując sposób, by wyrazić to w sposób „grzecznie obraźliwy”.

Irańczycy stosują ta’arof bardzo często i w różnych sytuacjach. Najlepiej potrenować z taksówkarzami, którzy często oferują przejazd za darmo mimo, że tak naprawdę oczekują zapłaty. Ta’arof można po pewnym czasie łatwo rozpoznać, ale są sytuacje kiedy intuicja zawodzi i rozmówca jest w stanie wprowadzić w duże zakłopotanie. Dlatego najlepszym sposobem na uniknięcie zbędnej konsternacji jest wypalanie na wstępie „No ta’arof please, c’mon, dude!„. Działa zawsze i rozwesela Irańczyków!

 

Jak wygląda Iran?

Słów kilka  o Teheranie i spaniu w parku w biały dzień

Mało kto wie, ale Teheran poza tym, że jest stolicą Iranu, jest również światowym centrum operacji plastycznych nosa. Nie jest to spowodowane tym, że Persowie rodzą się z genetycznie zmodyfikowanymi częściami ciała, a buntem wobec otaczającej ich rzeczywistości, która jak wiadomo nie jest do końca kolorowa. Iran jest krajem, w którym plaster na nosie ma znaczenie polityczne. Największym przegranym rewolucji są kobiety, które walczyły o wolność…a teraz nie mogą się ruszyć z domu bez nakrycia głowy. Teheran jest największym miastem Bliskiego Wschodu, w którym mieszka 15 milionów ludzi a ruch samochodowy jest ogromny i przejście na drugą stronę ulicy często graniczy z cudem. To również jedno z najbardziej zakorkowanych miast na świecie, a także stolic z najwyższą śmiertelnością na drogach. Co robiliśmy w tym 15-milionowym konglomeracie? A świetnie się bawiliśmy!

 

teheran_ulice

 

W Teheranie spędziliśmy łącznie 3 noce, wszystkie za pośrednictwem grup hostingowych na FaceBook i wszystkie u tych samych wariatów. Pobyt w tym mieście zaliczamy do najlepszych z całego wypadu właśnie za sprawą gościny ze strony chłopaków, którzy pokazali nam irańską kuchnię, rajd irańską taksówką, pierwsze zagrywki ta’arof, a także lokalny haszysz. Jak w Teheranie napić się alkoholu skoro obowiązuje absolutna prohibicja? Wystarczy wejść do sklepu i wdać się ze sprzedającym w dyskusję o dostępności konkretnej marki papierosów. U nas to zadziałało bo po chwili niezłą angielszczyzną zagadał do nas młody Irańczyk. Ja się później okazało znany w kraju multiinstrumentalista, nazwany przez nas „księciem Persji” z uwagi na wysoki status majątkowy 😀 Jaśnie Pan zaprosił nas do swojego pałacu i uraczył perskim alkoholem. Cóż to było za doświadczenie! Duma rozpierała nas jeszcze w drodze powrotnej przez Armenię.

 

iran_gopro_murale

Rekrutacja do irańskich sił specjalnych przebiegła pomyślnie. Fotka z testów sprawnościowych. Cheers!

 

Co zapamiętamy z Teheranu?

Korki, korki i jeszcze raz korki. Potworny i ciężki do wytrzymania skwar. Tysiące przemieszczających się ludzi niezależnie od pory dnia. Pyszne soki i szejki, zajebiste kebaby. Ulicznych grajków, tragarzy, sklepikarzy i uśmiechające się szeroko piękne Iranki w kolorowych nakryciach głowy. Bardzo dużo młodych i ciekawych zagranicznych przybyszów ludzi. Zapamiętamy do końca życia próbę wymiany waluty u lokalnych łapserdaków i rajd taksówką pod prąd…w godzinach szczytu 😀 Ciężko nam będzie również wymazać z pamięci długą debatę o „azjatyckiej technice wypróżniania…na Małysza”, którą przeprowadziliśmy z irańskimi przyjaciółmi w oparach narkotycznych substancji. Planując zwiedzanie Iranu warto przyswoić „Szahinszach” Kapuścińskiego, który w piękny sposób opisał Teheran sprzed i po rewolucji islamskiej. Można również sięgnąć do książki „Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju” Hoomana Majda. Po przeczytaniu tej lektury przemieszczanie się po stolicy nabierze nowego, głębszego wymiaru.

Po namowach naszych teherańskich przyjaciół i po kilku dniach spędzonych w stolicy, udaliśmy się do miasta mostów i kilkusetletnich pałaców byłych książąt. Isfahan to trzecie, co do wielkości miasto Iranu, położone ok. 340 km na południe od Teheranu z populacją liczącą ok. 2 mln ludzi. Dojazd ze stolicy zajmuje ok. 5 godzin i kosztuje w przeliczeniu na irańską walutę grube tysiące, a na nasz pieniądz nie więcej niż 20 złotych. Główną atrakcją Isfahan jest zbudowany w latach 1590–1595 plac królewski Naghsh-i Jahan, który pełni dla lokalnych mieszkańców formę centrum spotkań towarzyskich. Ogromny kompleks pałacowy jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest to miejsce warte odwiedzenia, szczególnie wieczorem – wtedy przyciąga tłumy okolicznych mieszkańców.

 

iran46

 

Pierwszy na ziemi irańskiej nocleg pod chmurką

W Isfahan początkowo miał być stawiany namiot, ale odradziła nam to pewna młoda Iranka. I miała rację, namiot w parku zrobiłby furorę i pewnie przyciągnął nocny patrol, a dwa pędraki w śpiworach nikogo nie zainteresowały. Noc w parku nie należała do najciekawszych bowiem przez kilka godzin zmagałem się z kompleksowym rozstrojem żołądka. W połowie podtrzymywanej sztucznie drzemki jeszcze nie wiedziałem, że cały następny dzień przyjdzie mi spędzić w obstrukcyjnych konwulsjach i z pawiem na języku. Takie są uroki braku szczepień i smakowania lokalnych potraw „na żywca” – bowiem to, co i w jakiej kolejności jedliśmy w Iranie zasługuje na przynajmniej brązowy medal. Kebaby połączone z zimnymi szejkami, owcze móżdżki z surową cebulą i fantą, fasolę w oleju z ryżem z miski, w której pierze się skarpety i bieliznę. I początkowo spore ilości bezalkoholowego piwa marki Bawaria o smaku gorszym niż wygazowane, polskie EB.

 

Szlakiem polskich cmentarzy w Iranie

O tym, jak spotkać byłych uczestników marszu armii Gen. Andersa 3500 km od ojczyzny

ishafan_spotaknie_z_kombatantamiW Isfahanie doświadczyłem razem z Matim, moim wiernym kompanem podróży, a na codzień pracownikiem polskiego domu opieki w UK, prawdziwego cudu. W upalny środowy dzień spotkaliśmy grupkę kilkudziesięciu polskich kombatantów. Śmietankę polskiej inteligencji, Polonię z całego cywilizowanego świata – Nowej Zelandii, Australii, Stanów, Francji – wszystkich w jednym miejscu, Iranie. Dzięki życzliwości sekretarza polskiej ambasady w Teheranie, pani pilotki i kilku walecznych uczestniczek wyprawy, udało nam się spędzić z tymi ludźmi cały dzień. Odwiedziliśmy cmentarz Ormiański i mieszczącą się na nim tzw. Polską Kwaterę. Na miejscu odprawiona została uroczysta msza święta za pamięć poległych i ku chwale bohaterów. Nie bez powodu Isfahan nosi tytuł miasta polskich dzieci ponieważ to tutaj znajdowało się ich ok. 20 tys. – wszystkie przywędrowały do Persji wraz z Armią Andersa z ZSRR.

Wspólnie odwiedziliśmy ruiny sierocińca, w których kombatanci z armii gen. Andersa spędzili kilka lat dzieciństwa; zjeść (w końcu!) europejski obiad, a także odwiedzić ormiańską katedrę Zbawiciela, znajdującą się na południowym brzegu Zajande Rud, w dzielnicy Nowa Dżulfa. W Iranie występują chrześcijańskie obiekty, oczywiście bardzo rzadko, ale jeśli już są, wyglądają nieźle. Wbrew pozorom w tym kraju nie pali się kościołów, ani nie morduje chrześcijan jak w sąsiednim Iraku. To szyicki, bardzo cywilizowany kraj. W Teheranie w ścisłym centrum zlokalizowaliśmy działający kościół z widocznym na bramie znakiem krzyża. To dowód na to, że Iran to nie Arabia Saudyjska, a szyizm trzeba odróżnić grubą kreską od sunnizmu (a także salafizmu i innych prymitywnych odmian islamu).

 

iran_spotkanie_z_poloniairan_kombatanci

 

Spotkanie z kombatantami było wspaniałym doświadczeniem. Jechaliśmy do Iranu z misją odwiedzenia dwóch polskich cmentarzy. Finalnie udało się odwiedzić aż trzy, spotkać kombatantów i poznać osobiście urzędników polskiej ambasady w Teheranie. Na tym blogu na pewno pojawi się osobna relacja z tych wydarzeń, gdyż głos tych dzielnych Polaków musi być w odpowiedni sposób zaakcentowany na tej stronie.

 

cmentarz

 

(Nie)zdobywamy najwyższy szczyt Iranu

O tym, jak wejść na 4 tys. m. n.p.m. w krótkich w air-maxach

Planując odkrywanie Persji już na samym początku jasne było, że podejmiemy próbę wdrapania się na położony 60 km od Teheranu, najwyższy szczyt kraju – Demawend. Wznoszący się na wysokości 5 610 m. n.p.m. wygasły wulkan jest pod względem technicznym dość prosty do zdobycia i w zasadzie na wyciągnięcie ręki dla większości sprawnych fizycznie homo sapiens. Problem pojawia się w momencie, gdy planuje się zdobyć szczyt w jeden dzień, na dodatek w krótkich spodenkach i towarzystwie airmaxów na nogach 😀

 

iran_demewend

 

Zdobycie szczytu to czterodniowa wyprawa, która rozpoczyna się najczęściej od wydostania z pogrążonego w spalinach i potnym ukropie Teheranu, a następnie ponad godzinnej przejażdżki taksówką/stopem do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów kurortu wspinaczkowego. Od drogi do Irańskiego Centrum Alpinistycznego jest ok. 3 kilometrów. Trasa asfaltem, lekko pod górkę. W pobliskiej wiosce można uzupełnić prowiant i zjeść całkiem smacznego kebaba. Na trasie do bazy alpinistycznej znajduje się chyba najbardziej hipsterska knajpa w regionie, ale o tym później.

Aby zdobyć szczyt trzeba wykupić kosztujące 50 baksów pozwolenie, które dostać można w bazie alpinistycznej Polour (Polur – 2200 m.n.p.m.) bądź w obozie drugim obozie Bargah na wysokości 4250 m. n.p.m. W ciagu roku na Demawend takie pozwolenie wykupuje ok. 500 cudzoziemców i ponad 5 tys. Persów. W przypadku nie zdobycia szczytu, kwota nie jest zwracana – przetestowaliśmy to na własnej skórze. Nie pomogła nawet mediacja naszego ziomka z Teheranu, który był naszym najbardziej wpływowym kontaktem operacyjnym w Persji.

iran_demawend_wspinaczkaPierwszy obóz  3025 m n.p.m.

Pierwszy obóz znajduje się na wysokości 3025 m. i prowadzi do niego pełen zakrętów i stromych fragmentów kamienisty szlak. Te niecałe 700 metrów pokonuje się lekko w ponad 2 godziny, co stanowi dobrą rozgrzewkę przed oficjalnym trekkingiem. Do schroniska można dojechać samochodem bądź na wykupionym mule, ale ceny nie zachęcają, a poza tym, co to za survival…W obozie pierwszym blaszane kontenery służą za sklepy i otwierane są tylko rankiem. Można tu kupić świetne konserwy z kurczakiem i napić się gorącego czaju. My dotarliśmy do celu po godz. 22 i w bazie czekała na nas przerażająca cisza, ciemność i 16 stopni na plusie.

Na tej wysokości spać można w namiocie, pobliskim meczecie Al Zaman (Sahib al Zaman) bądź w betonowym baraku, ale za trzecią opcję miejscowy pastuszek pobiera opłatę. Nam udało się przekimać w bunkrze za darmo, ale musieliśmy wstać wcześnie, wynieść graty na zewnątrz i udawać Greka, że spaliśmy na świeżym powietrzu. Dojście do bazy Bargah (4250 m) zajmuje od 5 do 8 godzin w zależności od kondycji, ilość przystanków, aklimatyzacji i pogody. Nam dojście na poziom 4100 m. zajęło ponad 6 godzin  z uwzględnieniem cykania zdjęć i częstych przerw na odpoczynek. Tego dnia mieliśmy pecha bo nad wulkanem zaczęły wzbierać czarne chmury a na 4000 m. temperatura spadła do 10 stopni i miała miejsce  sroga zamieć śnieżna. Zmęczeni i zrezygnowani brakiem jakichkolwiek anglojęzycznych informacji na szlaku (wszystko w farsi!!), zawróciliśmy z powrotem. Jak się później okazało, 100 metrów przed drugim obozem.

 

demawend_iran_wspinaczka

 

Z relacji osób, które spotkaliśmy na szlaku (dwóch Ukraińców, polskiej parki, irańskich alpinistów i górskich nomadów) wynika, że temp. w drugim obozie spada w nocy do 2-4 stopni. Wejście na szczyt z drugiej bazy zajmuje ponad 7 godzin i może sprawiać trudności ze względu na duży skok wysokościowy. Pod koniec maja odczuwalna temperatura na szczycie wynosiła ponad -10 stopni. W naszym przypadku zdobycie góry było niewykonalne – optymizm nas nie opuszczał jednak zabrakło profesjonalnego sprzętu i ciepłych ubrań. Można powiedzieć, że w miejskim stylu zdobyliśmy czterotysięcznik, co dla nas, młodych to hitchhikerów i tak było dużym challangem.

 

Najdłuższa wodna jaskinia świata

Jaskinia Ali Sadr i tajemniczy kierownik departamentu ds. public relations

Po kilkudniowym trekkingu po górkach i pagórkach wróciliśmy zregenerować siły do naszych teherańskich hostów. I o ile regeneracją można nazwać pranie brudnych ciuchów, remanent zawartości plecaka i ogólne doprowadzenie siebie do ładu i składu, dobrze było wrócić do stolicy Persji. Hodżat i Besad po raz kolejny przypomnieli nam na czym polega irańska gościnność i otwartość. Besad zabrał nas na miasto pokazując m.in, teherański uniwersytet i łuk triumfalny zbudowany jeszcze przed rewolucją islamską. Po powrocie czekała na nas perska strawa i haszysz, który jest w Iranie używką bardzo popularną. Paradoksalnie łatwiej w tym kraj złapać fazę po lekkich narkotykach niż bombę po alkoholu. Jako, że był to nas ostatni dzień w Teheranie, impreza i wspólne biesiadowanie trwało do wczesnych godzin porannych. Przy okazji udało się namówić chłopaków do nagrania kilku wywiadów o rzeczywistości irańskiej i tym, czym naprawdę jest to państwo. Pod koniec wymieniliśmy się pamiątkami 🙂

 

iran_jaskinia_ali_sadr

 

Po 2-3 godzinach snu pobudka i teleportacja na główny dworzec autobusowy. Tam z pomocą lokalnych trybunów trafiliśmy dość sprawnie do busa kursującego na odcinku Teheran-Hamadan. W środku pełna kulturka, taki nasz Polski Bus, tylko z wygodniejszymi siedzeniami i zamiast kawki i ciastka – cała paczka słodyczy + soczek. Komfort jazdy irańskimi autobusami jest duży zwłaszcza w klasie VIP, która jest niewiele droższa od podstawowej. Problemem dla turystów jest jednak klima, którą Persowie uwielbiają i są w stanie przesiedzieć 5-6 godzin z nawiewem w trybie „Irkuck” czy „Huragan Matthew”. A w takiej sytuacji bardzo łatwo o katar i ból gardła szczególnie w momencie kiedy kilkanaście razy dziennie uczestniczy się w skoku temperatur na poziomie 20 stopni.

jaskinia_ali_sadr_iran

W drodze do jaskini Ali Sadr

W Hamadanie wylądowaliśmy po 5 godzinach jazdy. Dziwne miasto, pogrążone w smogu zmieszanym z piaskiem. To tutaj doświadczyliśmy pierwszych oznak lekkiego zmęczenia Iranem. Persowie są wspaniali, ale ich nadaktywność w stosunku do obcokrajowców po kilku dniach zaczyna przeszkadzać. W Hamadanie nie mogliśmy dogadać się z nikim po angielsku, a każdy taryfiarz na hasło „Ali Sadr Cave” chciał nas skasować 100 USD za transfer w jedną stronę. Straciliśmy trochę czasu na negocjacje cenowe i rozmowy na migi, ale ostatecznie dojechaliśmy do oddalonej o 75 km groty taksówką w przeliczeniu na nasze za jakieś 35 zł.

W Ali Sadr kolejne zaskoczenie – ceny dla obcokrajowców inne niż dla obywateli Iranu! Przyjęło się, że jeśli o czymś nie wspomniano w przewodniku Lonely Planet to takie miejsce nie istnieje. Tym razem poszło inaczej, jednorazowa wejściówka na 2-godzinne zwiedzanie kompleksu zamiast 5 USD aż 25 USD od osoby. Po nieprzynoszącej rezultatów telefonicznej mediacji Mohammeda i rozmowie z nierozumiejącymi nic kasjerkami, udaliśmy się w drogę powrotną łapać stopa do Hamadan.

Cały dzień w dupę, burza pustynna i zmarnowana kasa na transfer autobusami. Tak myśleliśmy do momentu kiedy nie zjawił się dziwny pan w garniturze jak się później okazało pracownik tutejszego departamentu PR-u i marketingu. Człowiek ten, wyglądający jak aparatczyk lokalnego politbiura bułgarskiej partii komunistycznej, okazał się niezwykle pomocny. Wpuścił nas do jaskini po normalnej cenie i gdyby tego było mało, stał się naszym osobistym przewodnikiem i tłumaczem. Na zdjęciu po lewej widać, że jego praca jest ciężka i wymaga dużo wysiłku 😀

Trzecią, co do wielkości jaskinię wodną świata, można zaliczyć do tych atrakcji, które warto odwiedzić będąc w Iranie. Prawie dwugodzinne zwiedzanie kompleksu krętych korytarzy i wodnych kanałów jest warte swojej ceny, a dodatkową atrakcję stanowi rejs łodzią i unikatowe na skalę światową zespoły skalne. Ali Sadr w najwyższym punkcie ma wysokość ponad 40 metrów, co zalicza to miejsce do wyjątkowych na mapie świata.

 

Teheran

iran_7

Teherański Łuk Triumfalny upamiętniający zwycięstwo Persów w wojnie irańsko-irackiej

Rządowa kampania społeczna przestrzegająca przed łamaniem rygorystycznych zasad separacji płci pięknej od mężczyzn. W Iranie w komunikacji miejskiej obowiązuje segregacja kobiet i mężczyzn dlatego młodzi ludzie wolą przemieszczać się taksówkami gdzie taki nakaz nie obowiązuje 😀

iran55

iran60

To, co w Teheranie smakuje najlepiej to soki w różnych dziwnych kombinacjach. Poza walorami smakowymi to gwarant chronicznej obstrukcji.

iran_8

Iran nie jest taki zły, a już na pewno nikt w nim nie sprzedaje krwi chrześcijan.

iran_9iran_11iran_10

Była amerykańska ambasada w Teheranie…4 listopada 1979 r. grupa irańskich studentów zajęła budynek, biorąc kilkudziesięciu zakładników, których przez kolejne 444 dni trzymano w izolacji.

iran58

Ambasadę zastąpiło muzeum historii Iranu, a mury byłego budynku rządowego wymowne grafitti

iran_12

Nowe pokolenie Iranek – zbuntowane i nowoczesne

iran_14

USA są na celowniku tylko u irańskich władz. Persowie darzą Amerykanów sympatią, jak każdą inną nację, którą goszczą w swoim kraju.

iran69

O ile na prowincji większość dziewczyn ubiera się tradycyjnie, w Teheranie dominuje nowoczesność w postaci kolorowych chust i groteskowego make up, który jest formą buntu wobec codziennych ograniczeń w ubiorze.

iran59

Isfahan

iran_15

Typowa dla Bliskiego Wschodu zwarta zabudowa w piaskowej kolorystyce.

iran471

iran54

Iran uzmysłowił nam, że Polaków spotkać można wszędzie.

iran49

iran53

Nawet kilkaset kilometrów od granicy z Irakiem. W Isfahan spotkaliśmy dwa pokolenia naszych rodaków: tym młodszych, odkrywających nowe kierunki i kombatantów, którzy powrócili na ziemię wyzwoliciela po kilkudziesięciu latach.

iran50

Kontrast kulturowy i jasno wytyczone zasady. Średniowieczne obyczaje są wciąż silne zakorzenione w perskim społeczeństwie.

iran51

Spotkać młodą Irankę z polskim symbolem narodowym, identycznym z jakim się przyjęło. Przypadek? 😀

iran52iran67

Polskie cmentarze w Iranie

iran66

Wraz z grupą polskich kombatantów, którzy w pobliskim sierocińcu pozostawili swoje dzieciństwo.

iran65iran64iran68iran71iran72iran73iran74iran82iran77iran83iran63iran62iran61

Perski bazar

iran_32iran_33iran_34iran_35iran_36

Wyprawa na wulkan Demawend

iran_29iran_40iran84iran_27iran_31iran_17iran_30iran_37iran_38iran_18iran_21iran_23iran_24iran_25iran_26

Zachodni Iran

iran75iran76iran79iran80

Ludzie w Iranie

iran_3iran_4iran_5iran78

iran85

Młodzi Irańczycy wyglądają na dużo starszych. Pan z lewej to 22-latek 🙂

DCIM102GOPRO

bezpieczeństwo w IranieDemawendIranIsfahanjak wygląda IranPersjaPolacy w Iraniepolskie cmentarze w IraniesurvivalTeherantrekking w Iraniewulkan
6 komentarzy 0 FacebookTwitterPinterestEmail
Deny

Pan Król, bloger i miłośnik wschodnich krain. Orędownik podróży do krain nierozwiniętych turystycznie, aktywny uczestnik życia społeczno-politycznego; człowiek interesu na miarę XXI wieku. Zwolennik klasycznych podróży z plecakiem. Kolekcjoner winyli i pamiątek ze świata. Beergeek. Tester sprzętu noktowizyjnego.

poprzedni artykuł
Niezwykły pokaz Slackline na pustyni Noab
następny artykuł
Wiza do Iranu – tutorial

CZYTAJ WIĘCEJ PODOBNYCH ARTYKUŁÓW

Twierdza Izad Khast – nieznana atrakcja Iranu

1 listopada, 2023

Człowiek, który nie mył się od 60 lat

12 czerwca, 2017

Top 10 spotkanych ludzi #travels

14 kwietnia, 2016

Utracona wolność czyli kobiety w Iranie w latach...

22 lutego, 2016

Obalamy mity o Iranie #Persji

11 stycznia, 2016

Wiza do Iranu – tutorial

30 grudnia, 2015

6 komentarzy

Baniulkaa aa 23 września, 2015 - 6:07 pm

Super wyprawa, czytając miałam wrażenie że tam jestem , sama od dłuższego czasu dużo czytam na temat krajów Muzułmańskich , szkoda tylko że wiedza społeczeństwa sięga aż tak nisko (mowie o stereotypie każdy muzułmanin to terrorysta) , dlatego fajnie wiedzieć że jest taki blog z którego możemy się dużo ciekawego dowiedzieć , na pewno będę często odwiedzać , Pozdrawiam. 🙂

Reply
svecik 25 września, 2015 - 6:47 am

Stary wybrałeś się do miejsca, które mam w planach na wiosne 2016. Teraz jaram się jeszcze bardziej!

Reply
2sloma 6 stycznia, 2016 - 2:18 pm

Ruchaliscie?

Reply
nawylocie 6 stycznia, 2016 - 7:32 pm

A po to się jeździ do Iranu?

Reply
Serialowy Guru 4 lutego, 2016 - 9:37 am

Zajebisty wpis ! Czekam na nowe!

Reply
Paulina Grochowska 4 lutego, 2016 - 10:16 am

Wow świetny wpis, cudne zdjęcia! Z jednej strony chciałabym pojechać, a z drugiej mam obawy i to spore. Chyba dlatego, że jestem matką 😛 Nie zmienia to jednak faktu, że zazdroszczę!

Reply

Zostaw komentarz Cancel Reply

Save my name, email, and website in this browser for the next time I comment.

Złap mnie na Instagramie

O autorze

O autorze

Miłośnik wschodnich krain. Orędownik podróży do miejsc nierozwiniętych turystycznie, aktywny uczestnik życia społeczno-politycznego. Zwolennik klasycznych podróży z plecakiem.

Odbierz zniżkę na nocleg!

O autorze

O autorze

Serwus, tu Deny.

Orędownik brudnego szlajania z plecakiem, najlepiej po byłych republikach ZSRR, Azji Środkowej i Bliskim Wschodzie. 15 lat podróży po prawie 70 krajach i terytoriach spornych. Autostop, dziki biwak i lokalne speluny. Współtwórca i koordynator projektu Wyprawa Senegal.

Krwiobieg wypełniony backpackerskim stylem, w którym wartkim strumieniem płynie również klimat południa. Wiedzie żywot wyspiarza w Funchal wraz z księżniczkami. Kolekcjoner wspomnień i pamiątek ze świata.

Motto: szczęście to po prostu dobre zdrowie i słaba pamięć.

  1. Football predictions - Czarnogóra wynajem auta bez karty kredytowej10 listopada, 2025

    Świetny tekst! Czarnogóra brzmi jak raj dla miłośników aut i wolności, a Veselin to prawdziwy oaza dla tych, którzy unikają…

  2. Oczka wodne - Czarnogóra wynajem auta bez karty kredytowej26 października, 2025

    Świetny artykuł o Czernogórze :-)

  3. vòng quay online - Czarnogóra wynajem auta bez karty kredytowej11 października, 2025

    Hej, Czarnogórze, to słusznie mówisz o wolności! Ale uwaga, z tymi serpentynami i górami to nie tylko przygoda, ale i…

  4. laser marking machine - Czarnogóra wynajem auta bez karty kredytowej11 października, 2025

    Czarnogóra bez samochodu to jak Maroko bez lanego – cała przygoda, ale w połowie. Super, że są takie wypożyczalnie jak…

  5. Darek - Czarnogóra wynajem auta bez karty kredytowej14 sierpnia, 2025

    Fajna relacja. Czarnogóra i Słowenia to dużo ciekawsze destynacje niż oklepana Chorwacja. Może kiedyś...

  • Facebook
  • Instagram
  • Youtube

@2014-2023 - All Right Reserved® by NaWylocie.pl


Wróć na górę
O Azji Centralnej, Bliskim Wschodzie i wyspach ciepłego południa
  • O autorze
  • Afryka
  • Azja Środkowa
  • Bliski wschód
  • Europa
  • Indochiny
  • Kaukaz
  • Wyspy
  • Bazary świata
  • Dziki biwak
  • Wyprawa Senegal