facebook instagram pinterest vimeo youtube

Jak wygląda życie na wyspach Kambodży?

Wyspa Koh Rong w Kambodży

 

Kambodża staje się coraz bardziej popularną destynacją turystyczną, ale wciąż głównym celem zagranicznych przybyszów jest największy kompleks świątyń buddyjskich Angkor Wat. Warto pamiętać, że Królestwo Kambodży nie kończy się tylko na starożytnych ruinach, mogiłach po krwawym reżimie Pol Pota i tarantulach na patyku. Kraj ten oferuje znacznie więcej mimo będącej w powijakach promocji swojego narodowego potencjału.

W tym artykule spróbujemy Was zachęcić do odwiedzenia kambodżańskich wyspsłynącej z rozrywek Koh Rong i bardziej spokojnej Koh Rong Samolem. Dowiecie się, jak najlepiej dotrzeć na południowe wybrzeże kraju, co czeka Was na miejscu i które ośrodki bungalows zbierają najlepsze opinie. Nam udało się odwiedzić obie wyspy – był to niezmiernie mile i leniwie spędzony czas.

 

Wyspy Koh Rong i Koh Rong Samloem

Jak tam się tam dostać i wydostać?

Na obie wyspy można dostać się z prowincji Sihanoukville. Mieliśmy okazję spędzić jedną noc w tym miasteczku i całe szczęście, że była to tylko jedna noc, a nie tygodniowy pobyt w jednym z okolicznych kurortów. Przykro to stwierdzić, ale samo miasto jest naprawdę paskudne. W żadnym innym miejscu w Kambodży nie zetknęliśmy się z takim poziomem kumulacji natarczywych tuktukarzy, prostytutek, tandety i walających się wszędzie śmieci. Okolice głównego portu prezentują się dość przeciętnie. Odstrasza zaśmiecona i pełna turystów i nachalnych naganiaczy plaża, na której organizowane są imprezy w stylu ruskie techno. Aby lepiej zobrazować nędzę panującą na miejscu posłużę się cytatem klasykiem…

Libacje tam takie wyprawiają, dziwki byle jakie sprowadzają, wódką chyba nawet handlują, bo jak się popiją to łomot, krzyki, wrzaski. Nie wiadomo, co się tam dzieje, firany się u mnie bujają, żyrandol się trzęsie, a uwagi to nie daj Boże zwrócić – takie tam towarzystwo…

Możliwe, że okolice są piękne i warte zobaczenia, nie mieliśmy jednak okazji na zwiedzanie tych terenów. Z wrażeń i doznań wyniesionych z pobytu w Sihanoukville may dla Was małą poradę –  skrócić pobyt w tym miejscu do minimum. Jest zdecydowanie więcej punktów na turystycznej mapie Kambodży wartych zobaczenia. Jak wygląda baza noclegowa w mieście? Na wybrzeżu w bliskiej obecności od głównego portu znaleźć można nocleg w charakterystycznych dla Azji bungalows. Cena za osobę nie powinna przekroczyć 30-40 zł za noc. Sihanoukville to dobre miejsce na zrobienie ostatnich zakupów przed wyruszeniem na wyspy – zaopatrzenie się w olejki do opalania, czapki, ręczniki czy boardshorty. Ceny oczywiście wyższe jak na miasteczko portowe przystało. Dla fanów piwa znajdą się i trunki rzemieślnicze – nam udało się kupić zgrzewkę Sierra Nevada i Indochine Pale Ale. Jest to nieoceniona alternatywa dla khmerskich (przeciętnych) koncerniaków Angkor, Anchor i Cambodia.

 

Na wyspy z Phnom Penh i Battambang

Giant Ibis – rozkład jazdy
Phnom Penh – Sihanoukville: 8:00, 9:25, 9:30, 12:30
Sihanoukville – Phnom Penh: 7:30, 9:30, 13:30, 15:30

Mekong Express – rozkład jazdy
Phnom Penh – Sihanoukville: 7:00, 8:00, 8:30, 13:30, 15:00, 17:30
Sihanoukville – Phnom Penh: 7:00, 8:30, 9:30, 12:30, 13:30, 15:00, 17:30

 

Do Sihanoukville kursują regularnie busy z Phnom Penh i Battambang. Tak naprawdę istnieje kilka możliwości dotarcia na miejsce – dużym autokarem, minibusem, taksówką i samolotem. Minibus to dobry wybór, bo jest szybki i mniej przeładowany. Problemem jest jednak czas. W miejscu takim, jak Azja, nie istnieje pojęcie punktualności. Traci się więc dużo czasu na opóźnienia i inne nieoczekiwane “akcje” na drodze. Przy większej liczbie osób nie głupim pomysłem jest taryfa. Brzmi to ekstrawagancko, ale za stosunkowo niewielkie pieniądze można w szybki i komfortowy sposób zaoszczędzić kilka godzin podróży. Z Phnom Penh do Sihanoukville podróż minibusem firm Giant Ibis (kup bilet) i Mekong Express (kup bilet) trwa od 4 do 6 godzin. Cena biletu w jedną stronę to koszt 10-12 USD/os.

 

Łodzią z Sihanoukville na wyspy

Jeśli interesuje Was transfer na odcinku Battambang-Sihanoukville, podróż busem trwa od 10 do 15 godzin w zależności od natężenia ruchu drogowego i formy transportu – dużego autokaru czy minibusa. Bilet kosztuje ok. 24 USD/os. Po więcej szczegółowych informacji odsyłamy Was na świetnie przygotowaną stronę informacyjną Move to Cambodia.

Przewoźników kursujących na wyspy jest wielu, najlepszym doradcą przy ich wyborze będzie resort, w którym macie zarezerwowany nocleg. Łodzie często są w stanie zboczyć z głównej trasy i podpłynąć pod sam ośrodek,  o ile oczywiście są ku temu sprzyjające warunki pogodowe. Należy wiedzieć, że zbyt wysokie fale uniemożliwiają dopłynięcie w trudniej dostępne zakątki wyspyNiekiedy paraliżują ruch w obie strony i generują duże opóźnienia. Sami doświadczyliśmy takiej obsuwy czasowej, przez co za pierwszym razem musieliśmy przedzierać przez dżunglę, aby dotrzeć do naszego resortu, a za drugim uskutecznić przymusowy kilkugodzinny plażing w oczekiwaniu na mniejsze fale. Na Koh Rong Samloem kursują łodzie z głównego portu Sihanoukville na Saracan Bay. Firm oferujących transfer jest kilka – my korzystaliśmy z usług Buva Sea, której za bilety w obie strony zapłaciliśmy 20 USD/os. 

 

Obraz nędzy i rozpaczy, czyli witamy w kambodzańskim porcie.

 

Jak dostać się na Koh Rong?

Resort w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg (Palm Beach Bungalows Resort) gwarantował nam dostanie się na miejsce własną łodzią. Łodzie odpływają z innego portu w Sihanoukville do którego za 1-3 USD (w zależności od levelu targowania) łatwo dostać się pierwszym lepszym tuk tukiem. Port jest obrazem wyjątkowej nędzy Kambodży, kraju targanego wewnętrznymi konfliktami, który przez ostatnie kilkaset lat miał zawsze pod górkę. W porcie znajduje się punkt informacyjny z przyjemnym, mówiącym biegle po angielsku pracownikiem agencji turystycznej. Bilet w obie strony kosztuje 25 USD/os.

Wydostanie się z wysp może okazać się problematyczne, dlatego radzimy mieć dzień zapasu i nie spieszyć od razu na lotnisko czy pociąg powrotny. Przez złe warunki pogodowe, a dokładniej wysokie fale, można spodziewać się dużych opóźnień. Na szczęście obsługa hotelowa jest z reguły w stałym kontakcie z lądem i na bieżąco informuje o opóźnieniach przewoźników taksówek lub busów. 

 

 

Bez zasięgu i internetów, czyli jak cudownie tak pożyć przez chwilę

Na Koh Rong Samloem, mniejszej i zdecydowanie spokojniejszej siostrze Koh Rong, wybraliśmy resort Robinson Bungalows. Ośrodek ulokowany jest na zachodnim wybrzeżu wyspy, po drugiej stronie od głównej plaży i portu. Przy dobrych warunkach pogodowych jest możliwość dopłynięcia na miejsce małą łodzią, natomiast w razie dużych fal,  konieczny jest trekking przez środek wyspy. Podróż przez dżunglę zajmuje 30-40 minut w jedną stronę. Robinson Bungalows reklamują się pod hasłem “Odłącz się od głośnego świata, który znasz i ucieknij…Ciesz się drzemką w swoim nadmorskim hamaku, słuchaj śpiewu ptaków, pływaj w kolorowym koralu i wymieniaj spojrzenia z papugami. Jeśli szukasz przygody, nurkuj i eksploruj dziką dżunglę“. 

 

 

W małej zatoczce obok Robin Bungalows znajdują się jeszcze trzy inne, spokojne resorty. Nie mogliśmy wybrać lepiej! Ta strona wyspy gwarantuje pełne odcięcie od cywilizacji – nie ma internetów, nie ma nawet zasięgu GSM. Zero telefonów, fejsika i stories. Bez zasięgu i internetów – jak cudownie tak pożyć przez chwilę 🌴.  Fajnie czasami uprać brudy siłą własnych mięśni i zapomnieć o smartfonie, który w miejscu takim jak Koh Rong Samloem jest zupełnie nieprzydatny. Nasuwa się pytanie, ile człowiek byłby w stanie bujać się na hamaku, czytać książki, dłubać scyzorykiem w drewnie czy naprawiać moskitierę?

W grudniu, który jest zdecydowanie początkiem sezonu, można liczyć na pełen spokój i jedynie garstkę turystów. W bliskim sąsiedztwie Robinson Bungalows istnieje jeszcze kilka innych plażowych resortów. Jednym z nich jest Happa Garden Resort, który podczas naszego pobytu był remontowany, nie mieliśmy więc okazji przetestować kuchni tego miejsca. Dużo młodych backpackerów przebywa w Huba Huba Cambodia – tutejszy bar oferuje bardzo wyrazisty Lok Lak i nudle. Spać można również Sleeping Trees, który oferuje noclegi w wiszących nad ziemią namiotach. W grę wchodzi zarówno opcja na plaży,  jak i w dżungli.

Wybierając nocleg na słynnym imprezowym Koh Rong, zdecydowaliśmy się na Palm Beach Resort, który odcięty jest od zgiełku i rozrywkowej części wyspy. Możemy śmiało polecić ten ośrodek, którego największym atutem jest pełny zagranicznych turystów bar z grami planszowymi, bilardem i Bobem Marleyem z głośników. 

 

Wyspa Koh Rong w Kambodży

Wyspa Koh Rong w Kambodży

 

Nicnierobienie jest męczące, czyli mały tutorial o aktywnościach na wyspie

Oba resorty, które odwiedziliśmy na wyspach, oferują podobnego rodzaju rozrywki. W sezonie na plaży warunki bytowe przypominają te z powierzchni planety Wenus – jest kosmicznie gorąco, a przed słońcem nie chroni ani jedno drzewko. Ocean jest od tej porze roku ciepły jak Prince, nie ma więc pokładać głębokich nadziei, że skok do wody zapewni długotrwałe orzeźwienie.

Padding – zawsze chcieliśmy spróbować tej osobliwej formy aktywności fizycznej. Godzina machania wiosłem w zupełności wystarczy 🙂

Resorty wypożyczają typowy dla wyspiarskiego klimatu sprzęt sportowy – akcesoria do nurkowania, paddingu i kajaki. Za niemałą mamonę wybrać się można na całodniowe nurkowanie w okolicznych rafach koralowych. Padding nudzi się po godzinie – warto spróbować, ale nie jest to dyscyplina, która uzależnia.

Na Koh Rong Samloem w części południowej ciężko o internet i zasięg GSM. Co więc robić poza upijaniem się drinkami i czytaniem książek? Dobrym pomysłem jest zwiedzanie wyspy, ale trzeba na to poświęcić cały dzień. Poruszanie się po dżungli jest czasochłonne – wypady w inne zakątki wyspy to niekiedy 3-5 godzin marszu w jedną stronę. Droga po dżungli jest dzika, ale oznakowana. Mieliśmy wrażenie, że jest również spryskana substancjami owadobójczymi, bo nie toczyliśmy wojen z insektami. Wybierając się w drogę trzeba koniecznie zaopatrzyć się w duże ilości wody (marsz przez dżunglę jest potwornie odwadniający), nakrycie głowy i czołówkę. Należy bacznie wypatrywać drogowskazów punktu docelowego, ponieważ znaki często ukryte są w gąszczu tropików. Innym sposobem na dostanie się do głównych atrakcji wyspy są także taxiboat, dostępne po rezerwacji u resortowego personelu.

Piesze wędrówki po dżungli

Jeśli lubicie piesze wędrówki i robienie zdjęć, warto odwiedzić jedyną na wyspie latarnię morską. Obiekt zlokalizowany jest na południowym wybrzeżu w pobliżu Paradise Villas i Dolphin Bay Resort. To jedyna okazja na zrobienie imponujących zdjęć Koh Rong Samloem – odciętej od świata wyspy-dżungli.

Jeśli jadąc w nieznane, lubicie poczuć się lokalnie, warto wybrać się na połów ryb z lokalnymi rybakami. Ze starego kutra można zobaczyć w pełnej okazałości wybrzeże wyspy, udokumentować codzienne obowiązki Khmerów i zobaczyć bioluminescencyjny plankton.  Zdecydowanie odradzamy pływanie z planktonem. Mimo wielu entuzjastycznych recenzji w Internecie, pływanie w godzinach nocnych nie jest bezpieczne. Warto pamiętać, że jesteś w tropikalnym środowisku z galaretowatymi rybami, ośmiornicami i innymi morskimi stworzeniami, które wychodzą na polowanie, gdy jest ciemno.

 

Nadrabianie zaległości, czyli odpoczynek od cywilizacyjnego wyścigu szczurów

Dziewicze wyspy to idealne miejsce na detonację stresu, natłoku myśli i cywilizacyjnego zaszczucia. Czas płynie wolno, nikt nie dzwoni, nikt nie pogania – problemy i obowiązki zostawia się kilka tysięcy kilometrów dalej. Prawie tygodniowy pobyt na wyspach uaktywnił w nas dawno uśpione talenty. Telefon stał się kompletnie bezużyteczny. W miejscu takich jak Koh Rong Samloem zupełnie inne rzeczy sprawiają przyjemność – książki, patyki, z których można skonstruować coś ciekawego czy wielogodzinne nicnierobienie w objęciach hamaku.

 

Powyższe zdjęcie to dowód na to, że człowiek wymyśla najlepsze rzeczy, gdy ma dużo czasu i się nudzi. Tak jak Newton doszedł do trzech zasad dynamiki, podobnie Tomasz opracował rewolucyjną ekosuszarkę z lokalnego bambusa. Konstrukcja stabilna, nic tylko opatentować, dorzucić fancy logo i gonić za grube dolary.

 

Na obu wyspach można uskutecznić trekking przez dżunglę i długie spacery przez nizinny środek wyspy (jak w przypadku Koh Rong). Hamaki (Khmerowie traktują je jako jeden z narodowych symboli) są wszędzie podobnie jak książki i gry planszowe. Gdy robi się ciemniej, lokalne bary takie jak w ośrodku Palm Beach na Koh Rong, oferują możliwość pogrania w rzutki czy bilard. Dla rozbitków i sympatyków medytacji polecamy wycieczkę do oddalonego o 1 godzinę marszu od Palm Beach – ekologicznego resortu Lonely Beach. Plaża w tym miejscu wygląda karaibsko.

Pisząc ten post, tęsknie za nudą, której miałem dość po kilku dniach spędzonych na wyspach. Pragnąłem wówczas ulicznego gwaru i wielkomiejskości Phnom Penh czy Bangkoku. W tym momencie chciałbym się znaleźć w miejscu takim jak poniżej.

 

 

Czy na wyspach można dobrze zjeść?

Jedzenie na wyspach, jak i w całej Kambodży, jest smaczne, ale niezbyt urozmaicone. Fani kuchni tajskiej będą nieco zawiedzeni – brakuje smakowych wariacji i kulinarnego szaleństwa rodem z najpopularniejszych uliczek Bangkoku.  Bardzo ciekawy jest na pewno Lok Lak – tradycyjne khmerskie danie, którego główną bazę stanowi mięso wołowe, ryż i jajko. Daniem charakterystycznym jest również Amok – potrawka z ryby, liści bananowca, curry, ryżu i mleka kokosowego. Z uwagi na białe twarze, takie jak my, w wyspiarskim knajpach poza azjatycką strawą w menu figurują również burgery, frytki, pizza i klasyczne english breakfast. Przepyszne są owoce – soczyste, dojrzałe o smaku, którego na próżno szukać w naszych supermarkietach. Absolutnie wspaniale smakuje mango – to był jeden z naszych ulubionych owocowych smaków. Sok z limonki czy mango to zdecydowanie obowiązkowa pozycja do spróbowania.

Na Koh Rong Samloem bardzo dobrą kartę menu ma bar Robinson Bungalows. Wszystko jest super podane, dania są dobrze doprawione, porcje uczciwe, a z baru rozpościera się piękny widok na plażę i niżej położone bungalows. Bardzo smaczną szamę oferuje również bar w Huba Huba Cambodia.

Więcej o kuchni w Kambodży przeczytacie w relacji: Bazarowe szaleństwo, czyli o targach w Kambodży.

 

Product placement, czyli zabawa otrzymanymi gadżetami

Czas w miejscu pozbawionym uciech XXI wieku płynie wolno i beztrosko. Mieliśmy więc świetną okazję, aby przetestować w praktyce akcesoria, które otrzymaliśmy od zaprzyjaźnionych marek. Ręcznie robiony nóż bawarskiej marki outdoorowej JeckyBeng spełnił swoją rolę osobistego kozika. Hippekniep Pocket Knife został zaprojektowany ręcznie w Solingen w Niemczech z odpornej na zniszczenia stali węglowej. Rzemieślniczo wykonana rękojeść z drewna orzechowego została dodatkowo wzbogacona o zawieszkę z wytrzymałego paracordu.

Jeck’s Wooden Fire Steel to ręcznie robione krzesiwo prosto z Bawarii. Przyznajemy bez bicia, że jest tak ładne, że szkoda było nam go używać. W zasadzie nie było nawet sensu, bo podczas trzy tygodniowego pobytu w Kambodży nie rozpaliliśmy ani jednego ogniska. Tak czy siak – wykonanie pierwsza klasa. Drzewo orzechowe i paracord. Pręt ze stali węglowej stanowi zapas wiórów magnezji. Bawarska robota.

 

 

Ręcznie wykonane akcesoria podróżnicze od norymberskiej marki JeckyBeng. Krzesiwo z litego drewna i piękny składany kozik, o którym zawsze marzyłem.

 

Branzoletka HappyMountain to wykonana z paracordu opaska z zapięciem ze stali nierdzewnej. Grawerowane logo producenta. Bransoletki są wykonane z wysokiej jakości ręcznie zaplecionego paracordu o maksymalnej sile udźwigu do 249 kg. Ten gadżet przyjechał do nas prosto z Holandii. Przydatny i bardzo stylowy dodatek.

Zegarek z serii Flake Rose Klon od polskiej marki PlantWear prezentował się wyśmienicie, szczególnie pośród kolorowego asortymentu miejskich bazarów. Na szczególną uwagę zasługuje dopracowanie zegarka: koperta z drewna klonowego, kwarcowy mechanizm,  pudrowy szkórzany pasek i czarne wskazówki ażurowe wyprodukowane we Francji. Koperta modeli Flake wykonana jest z  trwałego klonu, natomiast tarcza została zrobiona z drewna z naturalnymi łuskami.  Zegarek jest odporny odporny na zachlapania. Fajna propozycja dla każdej ceniącej styl kobiety.

 

Aby się nie spóźniać, marka PlantWear przesłała nam ręcznie wykonane zegarki. Nasi nowi strażnicy czasu stanęli na wysokości zadania! Do naszego niezbędnego ekwipunku dołączyła nowatorska branzoletka z paracordu od holenderskiej marki HappyMountain. Pięknie wykonana z solidnym, grawerowanym zapięciem ze stali nierdzewnej.

 

Hania Król Editor
Autorka wpisu
Pani Król. Zawsze z planem na podróż przypominającym budowę szwajcarskiego zegarka. Świat odkrywa z przewodnikiem, słomianym kapeluszem na głowie i paczuszką słodkości w kieszeni. Kocha Francję, klimat południa i lokalne potrawy. Posiadaczka największego serca na Ziemi – jej podróż do Indii skończyłaby się wydaniem wszystkich pieniędzy na pomoc socjalną dla ubogich.
follow me


  • Nieładnie! U nas prawie mrozy, a tu takie zdjęcia. Tropki! Plaża! Błękitne morze!
    Ej no… zabierzcie mnie tam 😀

  • Dużo czasu tam spędziliście? jak wygląda kwestia cen i standardu? i ostatnie pytanie, czy wyspy były w planach, czy wyszły w trakcie?

  • Iwona (magnes podróży)

    To musi być niesamowity widok oglądać nocą świecący plankton. A taki piękne wyspy to najlepsze miejsce do nicnierobienia 🙂 Pozdrawiam

Top