facebook instagram pinterest vimeo youtube

Bazarowe szaleństwo, czyli o targach w Kambodży

 

Bazar sercem miast i miasteczek Kambodży

Azję można kochać za wiele rzeczy – wspaniałe landszafty, dziką przyrodę czy orientalną kulturę wschodu. Dla wielu jednak flirt z tym rejonem świata, w myśl starego przysłowia “przez żołądek do serca“, zaczyna się właśnie od kuchni. Fenomen azjatyckiej gastronomii jest ciężki do opisania, a jej uliczna forma, czyli popularny streetfood – nie ma sobie równych na świecie. Ilość intrygujących owoców oraz warzyw, aromatów i kompozycji smakowych sprawia, że do Azji nie jedzie się tylko poleżeć plackiem na plaży, ale w dużej mierze przeżyć na własnych kubach smakowych gastro-przygodę życia.

Kambodża, jak przystało na kraj będący częścią Płw. Indochińskiego, ma do zaoferowania szerokie spektrum potraw – od hardkorowych stuletnich jaj i owłosionych tarantul, przez znakomitą strawę warzywną aż po dania na bazie owoców morza. Sercem każdego większego miasta Królestwa Khmerów jest bazar, miejscem świętym, gdzie można kupować, zarabiać, handlować i spożywać.  Bazary i targi w Kambodży to miejsce, w którzym Khmerowie uczą się zasad kapitalizmu, który z kolei daje im możliwość zarobienia dolarów. Zapraszam Was w małą podróż po kambodżańskich bazarach i targach, które odwidziliśmy w Phnom Penh i Siem Reap.

 

Głupi kokos to w bazarowym świecie Azji Południowo-Wschodniej mój ulubiony wspomagacz. Nieodzowny, gdy ciało świeci jak latarnia od potu, a muchy przyklejają do potylicy.

Gdy jeden pracuje, drugi odpoczywa. Duża część bazarowych stoisk jest całkiem “przytulnie” urządzona – widać, ile czasu spędzają w tym miejscu ich właściciele.

 

Bazarowe realia, czyli słów kilka o targowaniu

Azjatyckie targi są współeczesnymi arenami słownych potyczek, gdzie bez twardych negocjacji człowiek z góry skazany jest na sromotną porażkę . Warto pamiętać, że w Azji, nieważne czy w Bangkoku, Phnom Penh lub Ho Chi Minh, nie ma kupowania bez targowania! Co więcej, targować się wypada, aby nie urazić lokalnego sprzedawcy. Nie targuje się tylko frajer i bogaty Niemiec. Zbijanie cen jest umiejetnością trudną, wymagającą wieloletniego doskonalenia i odpowiedniego podejścia. Nie sztuką jest zaproponować sprzedawcy ceny o 400% niższą od wyjściowej, sukcesem będzie transakcja, w której zbiję się cenę, a mimo to sprzedawca ze szczerym uśmiechem dorzuci kilka gratisów 🙂 Nie bać się targować, cena wyjściowa jest zawsze kilkaset procent zawyżona, o czym oferanci doskonale wiedzą. Ze zdziwiniem obserwowaliśmy turystów, którzy łykali najmniejszą pierdołę po oficjalnej cenie. Zwycięzcą jest ten, kto z bazaru nie wychodzi spłukany lub dzięki zaoszczędzonym środkom kupi więcej pamiątek 🙂

Bazary w Phnom Penh i Siem Ream to świetne miejsca na zakupy i trening zbijania cen. Niestety biały turysta ma na starcie pod górkę, bo zawsze i wszędzie traktowany będzie przez pryzmat wypchanego gotówką portfela. Nie da się od tego uciec, dla sympatycznego Khmera nie ma różnicy czy jesteś z Ukrainy czy Szwajcarii – jesteś białas więc masz hajs! To smutne, ale można się do tego przyzwyczaić i w pewien sposób zrozumieć to przedmiotowe podejście do przyjezdnego o białej karnacji. Kambodża to kraj niemiłosiernie niszczony przez cały XX wiek, trudno się więc dziwić, że jego mieszkańcy po latach niewoli i terroru chcą wreszcie dorobić się tych kilku dolarów dziennie…

 

Bazarowe krajobrazy nie każdego napawają optymizmem. Porozrzucane w miskach kurczaki, ryby, żaby czy żółwie, a także brak europejskich standardów z zakresu higieny, może wielu odstraszyć. W rzeczywistości jednak, są to produkty najwyższej jakości, bez chemii, o które biją się najlepsze restauracje świata. Warto więc wyłączyć zmysły estetyczne na rzecz głosów bardziej racjonalnych.

“Dej Pani jednego kurczaka, tego z lewej poproszę”

 

Co można kupić na miejskich targach w Kambodży?

Kambodża jest krajem, z którego przywieźć można wiele ciekawych pamiątek. Na tle innych miejsc w Azji jest stosunkowo dużo rodzimej produkcji, a mniej tandety dla masowego odbiorcy. Jednym z nich jest hamak, który dla Khmerów jest równie niezbędny i ważny jak odzież przeciwdeszczowa dla Brytyjczyków. Kambodżanie rozwieszają hamaki wszędzie – od prywatnych posesji, przez ulice główych miast, aż po tuk tuki. Kierowcy tuk-tuków w przerwach od pracy rozwieszają hamaki pod dachem swoich pojazdów i lewniwie oczekują na zagranicznych przybyszów, najlepiej o białej karnacji. Na każdym większym bazarze czy miejskim targu można kupić hamak, który kosztuje kilka dolarów. To bardzo dobry prezent dla bliskich. To, co rzuci Wam się w oczy podczas eksploracji targowego świata Kambodży to naczynia z drewna palmowego i kokosowego – łyżki, miski, sztućce, popielniczki, talerze. Przy zakupach obowiązuje znana zasada, im więcej tym taniej. Targowanie obowiązkowe!

Popularnością cieszą się rękodzieła z wikliny, które w porównaniu do cen europejskich w Kambodży kosztują grosze. Dobrym przykładem są ręcznie robione torebki, które ostatnio do oferty wprowadziła np. Zara. Na khmerskim bazarze można je kupić za mniej niż 10 USD a w znanej sieciówce powyżej 60-70 USD. Koszykarstwo w Kambodży stoi na bardzo wysokim poziomie. Krama to kolejna charakterystyczna dla tego kraju rzecz –  tradycyjna husta pełniąca funkcję szalu, bandamy, a także hamaka dla dzieci. Jest to narodowy symbol Kambodży.

 

Przepyszna kawa organiczna od VIBE, małej sieci kawiarenek, której właścicielem jest Australijczyk. Można je znaleźć w Siem Reap i Phnom Penh. Po lewej drewniana figurka zdobień Angkor Wat.

 

Najlepszy na świecie pieprz z miejscowości Kampot

Przyprawy to domena Kambodży – kraj ten słynie z najlepszego na świecie pieprzu z miejscowości Kampot, który za czasów kolonialnych był na podstawowym wyposażeniu każdej francuskiej restauracji. Do dziś pieprz ten stosowany jest przez najwybitniejszych kucharzy. Swój wyrafinowy smak, aromat i stopień ostrości zawdzięcza tradycyjnym i w pełni naturalnym procesom suszenia na słońcu. Kampocki pieprz można kupić w wielu odmianach w każdym miejscu Kambodży, przy czym największy wybór dostępny jest w Kampocie.

Ze względu na panujący w Azji Południowo-Wschodniej klimat tropikalny, na khmerskim bazarze kupić można dużą liczbę rodzimych i świeżych roślin aromatycznych, które są podstawowymi składniki codziennej kuchni Khmerów. Mimo iż w Kambodży stosuje się mniej przypraw niż w sąsiedniej Tahlandii, lokalni sprzedawcy oferują wiele znanych produktów takich jak wanilia, cynamon, anyż, galangal, kolendra, tamaryndowiec czy kurkuma. Łatwo dostępny jest cukier palmowy i suszona trawa cytrynowa. Szafran jest tańszy od zestawu HappyMeal w McDonald’s. Zdecydowanie najpopularniejszą potrawą w Kambodży jest z kolei amok, czyli filet z ryby w lokalnie przygotwywanej paście curry (zwanej kroeung) z dodatkami m.in. szosnku, trawy cytrynowej, galangalu i ostrych papryczek. Całość podawana jest w liściu bananowca i smakuje bardzo delikatnie.

 

 

Bazar – idealne miejsce do degustacji nowych owoców i warzyw

Najwięcej na bazarach jest owoców, które niewątpliwie dodają tym miejscom kolorytu i życia. Na prowizorycznych ladach znaleźć można znane z polskich warzywniaków pomarańcze, cytryny, jabłka czy banany. Są też arbuzy, ananasy i kokosy. Z uwagi na panujący w Azji klimat tropikalny, przyjezdny ma możliwość degustacji świeżych owoców o bardziej egzotycznym i niedostępnym charakterze. Należą do nich m.in. smoczy owoc (Dragon Fruit), marakuja (Passion Fruit), papaja czy mango. Czymś zupełnie nowym są owoce Chlebowca, który wygląda jak kolorowy jeżozwierz. Fascynuje również cuchnący durian (o którym rozpisywaliśmy się w relacji: Wrażenia z wizyty w Kaula Lumpur) czy taki dziwny twór jak Jagodzian rambutan.

Wybór bananów nie ogranicza się tylko do tych znanych nam z hipermarketów. Warto pamiętać, że w naturze istnieje około trzystu gatunków tego owocu z czego uprawianych jest zaledwie dwadzieścia. W Kambodży spróbować można bananów czerwonych, tzw. baby bananas czyli krótkich, małych o zielonkawym kolorze i cooking bananas, które są gotowe do spożycia dopiero po usmażeniu.

 

Na bazarze nie tylko kupujesz i sprzedajesz, ale również konsumujesz. Bazarowe jedzenie jest tanie i smaczne np. jedna sztuka spring rollsa warzywnego kosztuje w przeliczeniu 1 zł.

 

Bazarowe zauki pełne są kiczowatych obrazów rodem z uliczek spod krakowskiego Barbakanu. Wśród dużej ilości produktów wątpliwej jakości znaleźć można prawdziwą sztukę – mozaiki wykonane z papieru ryżowego tzw. temple rubbings. Wytrawny łowca bez problemu kupi stare banknoty z czasów kolonialnych, suszone nietoperze i wypchane aligatory, Kambodża słynie ze świetnego jedwabiu, wizyta na miejscu jest więc dobrą okazją na zaopatrzenie się w pięknie zdobione tkaniny.

Mięso jest nieodłącznym elementem każdego targu. Kupić można zarówno kurczaki, indyki i żaby, ale również świetnie nadające się na zypę żywe żółwie. Dominują owoce morza i ryby – kalmary, małże, ślimaki, krewetki, ośmiornice.  Ryb jest cała paleta – od Brzanek Schwanenfelda, przez tilapie, karpie i sumy aż po różne gatunki żmijogłowowatych.

 

Bazarowe eldorado w Phnom Penh i Siem Reap

Targiem, który odwiedzaliśmy najczęściej podczas pobytu w Phnom Penh, jest osławiony Russian Market (zwany Psar Tuol Tom Pong). To jeden z największych w kraju punktów handlowych, usytuowany w pobliżu bulwaru Mao Tse Toung. Swoją nazwę zawdzięcza Rosjanom, którzy w latach 80-tych XX w. prawie skolonizowali ten rejon kraju. Było ich tak dużo w stolicy, że doczekali się nazwy największego w mieście bazaru 😀 Obecnie miejsce to znane jest z bardzo dużego asortymentu produktów – od tkanin, przez żywność, po sztukę i produkty codziennego użytku. Zdecydowanie łatwiejszy w zbijaniu cen niż np. targ Phsar Thmei.

Central Market (zwany Phsar Thmei) warto odwiedzić głównie dla kultowej bryły budynku, w którym znajduje się część bazarowych stoisk. Targ sam w sobie jest dość przeciętny, dominują tanie ciuchy (aka made in China), a sprzedawcy są zdecydowanie bardziej uodpornieni na targowanie. Niekiedy proponują tak absurdalne stawki, że człowiek pragnie jak najszybciej zmienić miejsce pobytu. Jeden odważny Khmer chciał od nas wysępić 50 USD za komplet łyżek z drzewa palmowego, które wcześniej na rosyjskim straganie kupiliśmy za kilka dolarów, a które Khmer może kupić za kilkanaście centów za sztukę.

 

Oficjalną walutą Kambodży jest widoczny na zdjęciu riel kambodżański, w praktyce jednak korzysta się z amerykańskiego dolara. To świadomy i w pełni zaakceptowany przez społeczeństwo zabieg. Z powodu wysokiego poziomu inflacji transakcje w lokalnej walucie byłyby bardzo uciążliwe i czasochłonne. Kto bowiem pomieściłbym w portfelu kilogramy banknotów?

 

Targi i bazary, gdzie mniej kiczu, a więcej lokalnego kolorytu

Night Market (zwany Phsar Reatrey) to targ oferujący przekąski i możliwość nasycenia żołądka lokalną strawą. Otwarty jest codziennie od 17:30 do 23:30 i jest zdecydowanie najbardziej kameralnym ze stołecznych bazarów. To popularne wśród Khmerów miejsce, którzy całymi rodzinami piknikują na kocach, zajadając się smażonymi krabami, amokiem czy owocami morza. Atrakcją tego targu są regularnie odbywające się występy taneczne, za sprawą których poznać można tradycyjne stroje i instrumenty Kambodży.

W Siem Reap, czwartym pod względem wielkości mieści kraju, funkcjonuje bardzo przyjemny targ miejski Old Market (zwany Phsar Chas). Nie jest on typowo nastawiony na turystów, mniej więc w nim kiczu, a więcej lokalnego orientu. Dominują świeże owoce, warzywa i przyprawy. To główny punkt zaopatrzeniowy lokalnych restauracji, a także szkółek oferujących tzw. cooking classes, czyli naukę przyrządzania khmerskich potraw. Market poza żywnością oferuje ręcznie wykonane tkaniny i rzęźby, części do motocyklów i dewocjonalia. Innym popularnym punktem handlu jest Angkor Night Market, najlepszy według Lonely Planet bazar w Siem Reap, oferujący głównie ręcznie wykonane pamiątki. Ciekawym miejscem głównie za sprawą bliskiej obecności rzeki jest Noon Night Market. Nie znajdziecie jednak na tym targu niczego, czego nie moglibyście znaleźć na dwóch poprzednich straganach.  Targ otwarty jest codziennie w godzinach 12:00 – 24:00. Turystom może spodobać się również Made in Cambodia Market.

 

Pełen gwaru i tropikalnych zapachów bazar Phsar Chas w Siem Reap.

 

Daniel Król Administrator
Autor wpisu
Pan Król, bloger i miłośnik wschodnich krain. Orędownik podróży do krain nierozwiniętych turystycznie, aktywny uczestnik życia społeczno-politycznego; człowiek interesu na miarę XXI wieku. Zwolennik klasycznych podróży z plecakiem. Kolekcjoner winyli i pamiątek ze świata. Beergeek. Tester sprzętu noktowizyjnego.
follow me


Top